Życzenia i podziękowanie.
 Oceń wpis
   

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia
oraz Nowego 2011 Roku
składam Wszystkim Użytkownikom, jak i Gościom Portalu maney.pl
życzenia
zdrowia,
niezapomnianych  chwil przy wigilijnym stole
w gronie Rodziny, Przyjaciół
oraz
dalszych wyzwań i sukcesów w życiu zawodowym, jak i osobistym.
Niech cały Państwa dom pachnie cynamonem, kardamonem i prażonymi migdałami.
Niech Anioł Stróż stoi cichutko za drzwiami.
Niech blisko będą ukochane dłonie pachnące pomarańczami.
Dużo ciepła, miłości, odważnych decyzji i spełnienia najskrytszych marzeń.
Z podziękowaniami za wszystkie komentarze i cenne uwagi
Ewa Gerbatowska

Komentarze (1)
Zima bez śniegu i lodu ?
 Oceń wpis
   

Zmieniająca się aura za oknem  powoduje, że coraz więcej naszych Klientów pyta o systemy , które zapobiegają zaleganiu śniegu i lodu na dachach ich domów, w rynnach, na podjazdach i schodach.

Co zrobić, aby zima była dla nas bezpieczna i mniej uciążliwa, a nasze życie codzienne przyjemniejsze?  Wystarczy tylko teraz przygotować się na jej nadejście - mówi Sławomir Balcer, właściciel firmy BALSA.

fot. ELEKTRA


Coraz częściej budując lub modernizując dom decydujemy się na nowoczesne rozwiązania z zakresu ochrony przeciwoblodzeniowej i ogrzewamy wjazd do garażu, podgrzewamy ciągi komunikacyjne, schody, tarasy i balkony.  Pamiętamy również o zabezpieczeniu przed niekorzystnym skutkami nagromadzenia się śniegu i lodu na dachu oraz w rynnach i rurach spustowych.

Wszystkie te rozwiązania mają na celu poprawę naszego bezpieczeństwa zarówno w domu, jak i w pracy. W końcu o ile przyjemniej pospać zimą dłużej i nie martwić się, że brama wyjazdowa zamarznie i  spóźnimy się do pracy.
System ochrony przed śniegiem i lodem firmy ELEKTRA, jaki proponujemy naszym Klientom nie tylko zapobiega gromadzeniu się śniegu i lodu na dachu, zamarzaniu wody w rynnach, rurach spustowych, powstawaniu zacieków na elewacjach budynków, ochrania jego fasadę, ale przede wszystkim ochrania nas, nasze dzieci i naszych gości.
Instalacja ogrzewania rynien, rur spustowych, dachów opiera się zastosowaniu stałoopornych przewodów grzejnych tj. np. ELEKTRA VCDR, których moc jednostkowa wynosi 20W/m. Aby zabezpieczyć rynny i rury spustowe w zależności od strefy klimatycznej stosujemy system o mocy od 20 – 60 W/m. Z kolei w przypadku ochrony połaci dachowych o krawędzi dachu moc zainstalowana powinna znajdować się w przedziale od 200 – 300W/m2.

fot. ELEKTRA
Przewody układa się w rynnach i rurach spustowych za pomocą specjalnych akcesoriów montażowych tj.: uchwyty rynnowe, taśmy montażowe (ELEKTRA TMS), linki z uchwytami i taśmy instalacyjne do koryt dachowych.
Aby całość działała sprawnie należy zastosować już tylko odpowiedni system sterowania systemem przeciwoblodzeniowym. Do wybory mamy kilka typów termostatów: jedne reagują wyłącznie na zmiany temperatury i sterują małymi instalacjami np.: ELEKTRA ETR2R wyposażony w zewnętrzny czujnik temperatury i wilgoci. Urządzenie to załącza instalację grzewczą w nastawionym przez użytkownika przedziale temperatur.

fot. ELEKTRA
Inne z kolei, które stosujemy przy większych instalacjach , jak np. ELEKTRA ETOR  ( sterownik cyfrowy) wyposażone są dodatkowo w czujnik pomiaru temp. i wilgotności.

fot. ELEKTRA

Dzięki takiemu rozwiązaniu instalacja grzejna załączy się gdy łącznie będą spełnione dwa warunki, a mianowicie: spadek temperatury i wilgoć sprzyjająca powstaniu oblodzenia. Nie musimy się wówczas martwić, że nas system przeciwoblodzeniowy nie zdąży zareagować na zmieniające się szybko zmiany temperatury. Regulatory mikroprocesowe z czujnikami temperatury i wilgotności automatycznie „rozpoznają” i reagują na dane warunki pogodowe.  Dzięki nim zainstalowany system przeciwoblodzeniowy  będzie utrzymany w ciągłej gotowości nie dopuści do jakichkolwiek zagrożeń włączając system tylko wtedy, gdy będzie to konieczne.


Prawidłowe zaprojektowanie i wykonanie instalacji,  która ochroni nas przed śniegiem i lodem daje pewność, że ogrzewane powierzchnie będą wolne od śniegu i lodu, rynny  i rury spustowe będą drożne, a na dachu nie utworzą się nawisy śnieżne i sople.  A nam zostanie tylko cieszyć się w końcu tą  bajeczną porą roku.

 

www.ogrzewaniebalsa.pl

Z nami jest zawsze ciepło.
 

Komentarze (3)
Mieszkanie energooszczędne i ekologiczne.
 Oceń wpis
   

Mieszkania wyposażone w system elektrycznego ogrzewania podłogowego postrzegane są przez potencjalnych nabywców jako bardziej atrakcyjne i prestiżowe.

fot. DEVI
Inwestorzy coraz częściej decydują się w nowo powstających obiektach na rozwiązania ekologiczne i energooszczędnie jakimi niezaprzeczalnie są elektryczne systemy grzewcze. Dzięki takim systemom można w prosty i skuteczny sposób podnieść ich wartość.
Historia ogrzewanie podłogowego sięga starożytnego Rzymu, kiedy to posadzkę podgrzewano ciepłym powietrzem z palenisk. Pierwszy tego typu system w naszym regionie powstał na zamku krzyżackim w Malborku. Elektryczne ogrzewanie podłogowe zaczęto stosować na początku XX wielu, kiedy to we Francji wynaleziono elektryczne przewody grzejne. W Polsce produkowane były od 1933 r. w naszym sąsiednim mieście Bydgoszczy w Bydgoskiej Fabryce Kabli.

Sławomir Balcer, właściciel firmy Balsa

Dokonując wyboru systemu ogrzewania domu, jak i mieszkania coraz częściej nasi Klienci wybierają system elektrycznego ogrzewania podłogowego – mówi Sławomir Balcer, właściciel jednego z salonów proponujących nowoczesne rozwiązania grzewcze. System ten może być stosowany zarówno jako ogrzewanie podstawowe, jak i dodatkowe i idealnie funkcjonować z innym systemem grzewczym. Ogrzewanie podłogowe jest najbliższe idealnemu – powoduje równomierny rozkład temperatury w pomieszczeniu, nie wysusza powietrza, i jest niewidoczne – umożliwia swobodną aranżację pomieszczeń. System sprawdza się zwłaszcza w łazience oraz wszędzie tam, gdzie decydujemy się zastosować kamienne posadzki. Do wykończenia podłogi w tym sposobie ogrzewania możemy używać również paneli, wykładziny dywanowej i drewna.

Dom weselny, Jażdzówki.

E.G.: Już w momencie projektowania domu musimy zdecydować się na dany system ogrzewania. Co w przypadku, gdy początkowo myśleliśmy o innym systemie grzewczym i chcemy zdecydować się na elektryczny podłogowy system grzewczy?


S.B.: Budując nowy dom lub mieszkanie można praktycznie bez żadnych gruntownych zmian w projekcie zastosować system ogrzewania podłogowego. Instalacja grzewcza umieszczona jest w kilkucentymetrowej warstwie betonu znajdującej się pomiędzy zaizolowanym cieplnie podłożem a materiałem posadzkowym.

E.G.: A co z budynkami o lekkich konstrukcjach szkieletowych, w których zastosowanie stropów z wylewką betonową nie jest możliwe oraz gdy chcemy w naszym domu mieć podłogę drewnianą?

S.B.: W tego typu domach kable grzejne rozkłada się na siatce drucianej rozpiętej między legarami przy zachowaniu wolnej przestrzeni między kablem a deskami.

E.G.: A co z materiałami o wysokiej wartości izolacyjnej, takimi jak grube wełniane dywany, czy tez wykładziny dywanowe. Mogą przecież znacznie ograniczać odprowadzanie ciepła z podłogi.

S.B.: Decydując się na wykładziny podłogowe o dużej izolacyjności np. wykładziny z zawartością wełny należy zwrócić uwagę na oznaczenia jej maksymalnej wartości oporu cieplnego, którą podaje jej producent. Maksymalna wartość oporu cieplnego dla wykładzin nie powinna przekraczać 0,125 m 2 K/W. Każda wykładzina powinna posiadać odpowiedni atest i być opatrzona odpowiednim znakiem.

E.G.: Wspomniał Pan, iż elektryczne ogrzewanie podłogowe, jako podstawowe źródło ciepła może być stosowane w dwóch wariantach: bezpośrednim i akumulacyjnym. Jaka jest miedzy nimi różnica i na jaką najczęściej decydują się wasi Klienci?

S.B.: Najistotniejsza różnica pomiędzy ogrzewaniem bezpośrednim i akumulacyjnym polega na tym, iż w tym pierwszym system grzewczy załącza i wyłącza się każdorazowo, kiedy temperatura pomieszczenia lub podłogi spadnie poniżej zadanej na termostacie. System, zatem na bieżąco wytwarza i oddaje ciepło do pomieszczenia. Zaś w przypadku ogrzewania akumulacyjnego system wytwarza energię cieplną tylko w drugiej taryfie cenowej, następnie kumuluje to ciepło w grubej warstwie wylewki betonowej ( która przypomnijmy, iż powinna wynosić od 9-10 cm), po czym stopniowo oddaje ciepło do pomieszczenia przez całą dobę.
Na systemy akumulacyjne decydują się Klienci w budownictwie mieszkaniowym jednorodzinnym, gdzie ważną rzeczą  jest utrzymanie stałej temperatury w ciągu doby.

E.G.: Wiele osób instaluje ogrzewanie podłogowe jako dodatkowy system grzewczy w jednym lub kilku pokojach doceniając wygodę i komfort, jaką zapewnia ciepła podłoga. Ogrzewanie podłogowe chyba najlepiej sprawdza się w łazience, kiedy w chłodny wieczór wychodzimy z wanny i stajemy na przyjemnie ciepłej posadzce. Bose stopy i nieprzyjemnie zimna podłoga sprawiają, że ogrzewanie jest w pierwszej kolejności instalowane w łazience- zazwyczaj podczas remontu lub jej przebudowy.

S.B.: Oczywiście, ale nie tylko. Nasze domy, mieszkania to miejsca, w których chcemy żyć coraz bardziej komfortowo. Elektryczne ogrzewanie podłogowe to doskonałe rozwiązanie nie tylko w łazience, ale w kuchni, jadalni, pokoju dziennym, w przedpokoju oraz pokoju dzieci, które bardzo lubią biegać bez papci i skarpetek. Nie musimy martwić się, że w jesienne i zimowe wieczory rozchorują się bawiąc się na niej. Poza tym warto zdecydować się chociażby na ogrzewanie podłogowe przy drzwiach wejściowych do naszych domów. To tu najszybciej z naszego domu ucieka ciepło. Ciepła podłoga w tym miejscy szybko niweluje jego utratę, nasze obuwie jest szybko suche. Poza tym to duża przyjemność dla nas samych domowników wejść do ciepłego domu. A i naszym gościom będzie niezwykle miło wchodząc do naszego domu stanąć na cieplutkiej podłodze.

E.G.: Załóżmy, że remontujemy nasze mieszkanie i chcemy zainstalować elektryczne ogrzewanie podłogowe w łazience i przedpokoju. Na co najlepiej powinniśmy się zdecydować: kabel grzejny, czy matę?

S.B.: Ze względu na bardzo łatwy montaż Klienci najczęściej decydują się na matę grzejną. Postępując zgodnie z  załączoną do opakowania szczegółową instrukcją każdy jest w stanie bez kłopotu wykonać u siebie w domu prawidłowo funkcjonujące  ogrzewanie podłogowe. Dzięki niewielkiej grubości mata grzejna może być instalowana bezpośrednio w zaprawie klejowej pod posadzką. Jest zatem idealna przy wszelkiego typu renowacjach „starych” podłóg. Poza tym stosując matę grzejną w nowo powstającym pomieszczeniu możemy przesunąć fazę wykonania instalacji do momentu, gdy ustalone zostaną ostatecznie miejsca montażu tzw. stałej zabudowy ( sanitariaty, szafki).

E.G.: Maty grzejne dostępne są w gotowych do układania zestawach o różnych mocach i wymiarach.

S.B.: Poza tym troska o Klienta sprawia, że producenci stale udoskonalają swoje rozwiązania. Podczas tegorocznych Międzynarodowych Targów Poznańskich swoją premierę miała nowa konstrukcja maty grzejnej, która przeznaczona jest do ogrzewania podłóg wykonanych z paneli podłogowych lub desek warstwowych. Produkowana jest w gotowych zestawach o szerokości 50 cm i długości od 0,4 do 26,0 m. Przewód grzejny przyklejony jest do siatki z tworzywa sztucznego z jednej strony, z drugiej zaś przykryty na całej powierzchni folią aluminiową. Folia aluminiowa stanowi ekran ochronny przewodów grzejnych i pozwala jeszcze bardziej równomiernie rozłożyć temperaturę.

E.G.: Pokusi się Pan o stwierdzenie, iż koszt ogrzewania mieszkania o powierzchni 120 metrów kwadratowych, w budynku dobrze izolowanym, z dobrymi oknami w sezonie grzewczym jest porównywalny z kwotą, którą trzeba zapłacić za ogrzewanie centralne?

S.B. Koszty cieplne dla domu wybudowanego według obecnie obowiązujących norm cieplnych wynoszą w zależności od tego, czy zdecydowaliśmy się na system bezpośredni, czy tez akumulacyjny od 15 zł za 1 m 2 ogrzewanej powierzchni na rok przy zastosowaniu odpowiedniej automatyki.
Decydując się na ogrzewanie elektryczne, możemy skorzystać z szerokiego wachlarza systemów, które pozwolą wybrać ten spełniający nasze oczekiwania i zapewniający nam najwyższy komfort cieplny. Odpowiednio zaprojektowany i dobrany system ogrzewania elektrycznego będzie bezawaryjnie służył nam przez długie lata.

E.G.: Zatem jeśli chcemy mieć nieskomplikowany i niezawodny system ogrzewania, który dodatkowo będzie tani w zakupie i oszczędny w eksploatacji, powinniśmy wybrać podłogowe ogrzewanie elektryczne?

S.B.: To rozwiązanie, pozwala uzyskać maksymalny komfort cieplny za rozsądną cenę i cieszyć się nim prze wiele lat. Pod warunkiem, iż projekt zostanie wykonany przez doświadczonych instalatorów.

E.G.: Zatem prawidłowo zaprojektowane, wykonane i eksploatowane ogrzewanie podłogowe jest trwałe i praktycznie bezawaryjne.

S.B.:Wystarczy tylko raz w roku sprawdzić stan instalacji. Elektryczne ogrzewanie podłogowe to prosty, niedrogi i nowoczesny system grzewczy. Jest on co prawda na razie najbardziej popularny w krajach skandynawskich, ale ostatnio zdobywa uznanie również i u nas. Poza tym doświadczenia ostatnich lat wskazują imponujący rozwój tej dziedziny ogrzewnictwa. Postęp techniczny w dziedzinie materiałowej pozwala nam na proponowanie naszym Klientom coraz to lepszych konstrukcji przewodów grzejnych, ułatwiając ich montaż oraz zapewniać ich niezawodną coraz tańszą eksploatacje.

Rozmawiała Ewa Gerbatowska


 

Komentarze (4)
Mamy zwycięzcę!
 Oceń wpis
   

Konkurs "Bose historie z DEVI" zakończył się dn. 30.09.2010 r. Dziękujemy za wszystkie nadesłane zgłoszenia.

Laureatką nagrody głównej została Pani Joanna Kulesza z Łodzi, która nadesłała pracę o rozbrykanym Tygrysku.

Tygrysek od rana brykał po lesie. Nagle wbryknął na Kłapouchego, który uciekał przed Kubusiem wokół polany. „Co robicie?” - zapytał zaciekawiony Tygrys.  „Bawimy się w berka” - odpowiedział Kłapouchy - „Pobawisz się z nami?”. „Bardzo chętnie!” - krzyknął Tygrys - „Tygrysy uwielbiają grać w berka!” dodał i zaczął uciekać przez Kubusiem. Miś jednak szybko go złapał i to Tygrys musiał gonić swoich przyjaciół. Chociaż bardzo się starał, nie mógł dogonić ani osiołka ani misia, a był przecież prawie jaguarem! „Tygrysy nie cierpią być berkiem” wymamrotał Tygrysek niezadowolony i zastanawiał się, dlaczego przyjaciele biegają tak szybko.  Choć był wspaniałym Super-Detektywem, sam nie potrafił znaleźć odpowiedzi, zapytał więc Kubusia: „Dlaczego nie potrafię was dogonić? Przecież jestem prawie jaguarem!”.  Kubuś, choć był misiem o małym rozumku, powiedział: „Tygrysku, ty biegasz w butach, a my biegamy po ciepłej polance tylko w skarpetkach. Pewnie dlatego potrafimy ci uciec”. Tygrysek szybko zdjął buty, ale chcąc prześcignąć swoich przyjaciół, sprytnie pozbył się też skarpet. Bosy Tygrys wbryknął na Kłapouchego, nim ten zdążył ruszyć z miejsca, wołając na całe gardło „Berek!!!”. Przyjaciele bawili się w berka całe popołudnie, ale tylko Kubuś i osiołek na zmianę gonili pozostałych. Tygrysowi zawsze udawało się uciec. Morał z tej historii jest jeden: nikt nie dogoni bosego tygrysa na ciepłym gruncie!

Pozostali laureaci konkursu zostaną powiadomieni przez Organizatora drogą mailową.

Dziękujemy wszystkim internautom za udział w Konkursie "Bose historie z DEVI"!

A ja tej zimy życzę wszystkim dużo ciepła.
 

Komentarze (2)
Cicho sza.
 Oceń wpis
   

Najtrudniejsze to pisać prawdę – mówi w jednym z wywiadów Małgorzata Kalicińska. A ja tak sobie myślę, że jeszcze trudniej jest po prostu ją powiedzieć. I nie w stanie lewitacji przy barze jak to robią przeważnie mężczyźni, ale prosto w oczy. „ Na żywca”. Gdy coś cię wkurzy lub zaboli. Na szczęście mam dwie osoby, do których zawsze mogę zadzwonić, pójść i powiedzieć im wszystko. No może trzy, bo ostatnio pojawił się w moim życiu mężczyzna. Sporo ode mnie młodszy, ale muszę przyznać, że dobry i dojrzały z niego chłop. Czasami słodko sobie żartujemy. Wiesz …gdybym była młodsza, a ty starszy – mądruję - to…wiem, wiem – dodaje On z tym swoim uśmiechem kiwając głową- byłoby cudownie! A jakby było? Tego nikt z nas się pewnie nigdy nie dowie, bo…ten, kto mnie zna, wie, że mam żelazne zasady. Bywa, że czasami żałuję. Ale cóż. Jak to On mówi: jestem straszna (śmiech) i pewnie nic i nikt już tego nie zmieni. Chociaż…? W końcu życie przynosi nam tyle niespodzianek. Ale tak poważnie to myślę, że straszna nie jestem. A jaka jestem? Hmm…Nie będę wyliczać. Prościej chyba i bardziej obrazowo byłoby mi się opisać kolorem. -- Zatem? – gdyby docisnęła mnie jedna z Was. Jestem koloru meksykańskiej czerwieni. Według Feng Shui jestem ogniem. Brrrr Wystraszyłabym pewnie niejednego mężczyznę. I pewnie coś w tym jest, bo ostatnio On powiedział, że w pierwszym tygodniu października porwie mnie na imprezę. - Tylko wiesz, Ewa…spuść trochę z tonu. Spojrzałam spod łaba na Niego nalewając herbatę do szklanki. Sugerujesz, że jestem… wyniosła?

- Nie. Jesteś Ewa taka zaradna, zadbana. Faceci ciebie się boją. Myślą pewnie, że masz nieziemskie oczekiwania. Zawsze wchodzisz do klubu elegancko i wytwornie ubrana. Masz na sobie ciekawą biżuterię i fajnie pachniesz. Faceci patrzą na ciebie ukradkiem i … - Dobra, dobra już nie kończ, bo zaraz naprawdę się zdenerwuję. Nie będę udawała kogoś, kim, nie jestm! Może rzeczywiście sprawiam wrażenie niedostępnej, ale jestem życzliwa….

- Ależ oczywiście, że tak!– wykrzyknął On.

- No ! – chrząknęłam z uśmiechem. Nie kłóćmy się ok.?

- Ale my się wcale Ewuś się nie kłócimy.

- A to, że mam wymagania chyba nie jest czymś złym? Chyba…

Zaczynam coraz bardziej się nad tym zastanawiać. Ostatnio wpadł mi w ręce felieton o szczęściu prof. Bohdana Dziemidoka pt. „Więcej życzliwości, mniej wymagań”. Profesor nie podaje gotowej recepty na szczęście, bo wiadomo, że jej po prostu nie ma, ale omawia kilka kluczowych dla szczęścia pojęć tj. przyjaźń, praca zawodowa, miłość erotyczna, życzliwość i zawiść.

Zacznijmy od pierwszego. Przyjaźń….

Przyznaję, jest koniecznym i pierwszoplanowym warunkiem do jego osiągnięcia. Ważna jest od młodości do naszej późnej starości. Mam to szczęście, że mam przyjaciela. A dokładnie przyjaciółkę. I tego tez życzę każdemu. Prawdziwy przyjaciel, jak mówi Profesor nie opuści nas w biedzie, ale przede wszystkim w sukcesie. W przyjaźni trzeba przestrzegać reguły wzajemności: dawać i brać. Tej prawdziwej nie zaszkodzi nawet dystans tysięcy mil.

Przejdźmy do kolejnego zagadnienia. Do pracy….

W końcu zajmuje sporą część naszego życia. Moja jeszcze kilka miesięcy temu pochłaniała ¾ mojego życia. Kurcze… Sama na to sobie pozwoliłam. Jeżeli lubisz pracę, którą wykonujesz – mówi Profesor, to będziesz osiągał w niej sukcesy. Jedna ze studentek Profesora była bardzo dobrą pianistką. Kiedy stwierdziła, że nigdy nie będzie znakomita, przerwała karierę muzyczną. Bycie dobrą jej nie wystarczało. Zmieniła zawód. Została nauczycielem akademickim w dziedzinie filozofii. W dwa lata zrobiła doktorat i została wybitnym wykładowcą. Zatem warto czasami postawić wszystko na głowie i nie bać się zejść z utartego szlaku, by znaleźć nowy, lepszy.

Miłość erotyczną pominę, bo nie pamiętam już co, to jest.

Życzliwość…

Powinniśmy ją okazywać nieustająco i nie oczekiwać niczego w zamian. Ci, którzy wystawiają za nią rachunek, nie zgłębili znaczenia tego pojęcia. Z jej okazywaniem nie mam raczej problemów. Życzliwa jestem dla Każdego. Każdego…

Zawiść…

Skutecznie nas oddala od osiągnięcia szczęścia. Zdarza mi się troszkę zazdrościć kobietom. Ale nie tym, w które są za kółkiem drogich samochodów. Zazdroszczę mieszkankom Rzymu, że mogą w nim żyć. Ale o „moim” Rzymie jeszcze Wam opowiem..

Wracając do moich wymagań. Nie wymagaj zbyt wiele od życia - przestrzega Profesor. Trzeba się cieszyć, tym, co mamy. Ci, którzy stawiają wymagania sobie i innym, nigdy nie będą wystarczająco usatysfakcjonowani, by być naprawdę szczęśliwymi. Łatwo akceptować dobre chwile, ale sztuką jest przejść w równowadze również przez gorsze.

No cóż…. Na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie dodać, iż pracuję nad sobą. Z roku na rok mam coraz mniejsze wymagania, co do mojego przyszłego… partnera? Mężczyzny. Mężczyzny z krwi i kości, bo mnie będzie trzeba trochę ujarzmić ( śmiech). I mam nadzieję, że komuś to się kiedyś uda.

Profesor zwraca jeszcze uwagę, aby zanadto się nie chwalić, mieć dystans do siebie i nie martwić się na zapas. Czarne myśli unoszą się czasami nade mną przyznaję, ale …potrafię cieszyć się chwilą. Rozmarzona przejeżdżam autobusem przez most spoglądając na błękitne, jak i zachmurzone niebo. Cieszę się chwilą tą w samotności i nie… Jestem szczęśliwa, gdy mogę w sobotni poranek z gazetą pod pachą i gorącą kawą przejść niespiesznie wąskimi, brukowanymi uliczkami i przysiąść przy starej kamienicy. Popatrzeć na gołębie, uśmiechnąć się do przejeżdżających i trąbiących na mnie panów w ogromnej pomarańczowej puszce. Cieszę się, że jestem w takim momencie mojego życia, który pozwala mi wziąć głęboki oddech. Pozwala mi powoli najadać się bezwstydnie słońcem… Pozwala mi, co prawda na być samą, ale w wśród ludzi.

W takich chwilach nucę sobie pod nosem : Cicho sza….Właśnie próbuję odnaleźć swój świat…. Nucę piosenkę z serialu, który powstał na podstawie książki „Dom nad rozlewiskiem” M. Kalicińskiej, która ostatnio objęła honorowym patronatem ogólnopolską Inicjatywę Pan Bosa Stopa, promującą chodzenie boso.


 


Chodzenie boso to styl życia. Dla jednych powrót do natury i normalności dla innych pozwalająca się odróżnić ekstrawagancja. "Chodzenie na bosaka to bezpośrednie zetknięcie się z matką naturą. Czasami wywołuje taki powiedziałabym dziecięcy, pierwotny śmiech i radość. Kiedy spacerujemy w grupie, łatwiej jest się nam przełamać i zdjąć obuwie. Możemy też nawiązać nowe znajomości, możemy przestać być samotni" – mówi Małgorzata Kalicińska – pisarka, honorowa patronka Inicjatywy Pan Bosa Stopa.

Pamiętajcie o konkursie, który nadal trwa.Przedmiotem Konkursu jest wykonanie i przesłanie na adres: panbosastopa@gmail.com jednego zdjęcia z życia osobistego, które przedstawia, w jaki sposób spędzamy czas wolny w domu/mieszkaniu boso na podłodze.

Zdjęcie może przedstawiać rodzinę, dzieci lub domowników. Zdjęcie powinno być opatrzone krótkim komentarzem nie przekraczającym 1 500 znaków (włączając spacje).

Kryteriami oceny Prac Konkursowych są – temat, oryginalność i wartość artystyczna zdjęc i załączonego komentarza oraz kształtowanie pozytywnego klimatu wokół czasu spędzanego

na podłodze. W trakcie trwania konkursu informacja o nim i blogach, na których będzie

przeprowadzany, zostanie przekazana do mediów.

A w środę opowiem Wam jedną z bosych historii Małgosi i być może moją. Ciekawa jestem, co Wam przychodzi do głowy na myśl o bosych stopach?


Cicho sza…

Komentarze (0)
Konkurs fotograficzny
 Oceń wpis
   


Aż 69,5% Polaków chodzi po domu na bosaka – wynika z badania opinii publicznej przeprowadzonego przez firmę DEVI – organizatora konkursu.

Podłoga stanowi ważny element w życiu każdej rodziny, ponieważ nie tylko po niej chodzimy, lecz także jest miejscem zabaw dzieci, rekreacji czy wypoczynku.
W ramach kampanii „Boso czy w kapciach – DEVI bada zwyczaje Polaków” ruszył ogólnopolski konkurs fotograficzny „Bose historie z DEVI”. W zabawie mogą wziąć udział wszyscy miłośnicy bosych stóp i spędzania czasu na bosaka. Przedmiotem konkursu jest zrobienie zdjęcia z życia codziennego, które przedstawia sposób, w jaki spędzają swój wolny czas boso na podłodze.

Szczegółowe informacje o konkursie, można śledzić na stronie www.panbosastopa.pl.

Nagroda
Spośród wszystkich uczestników, jury konkursu wyłoni zwycięskie zdjęcie. Jego autor otrzyma nagrodę główną, którą jest montaż elektrycznego ogrzewania podłogowego w łazience wraz z nową terakotą. Nagroda pozwoli zwycięzcy korzystać z komfortu, jaki daje ciepła podłoga, nie tylko latem, lecz także jesienią i zimą.
Dodatkowo, pierwsze 50 osób, które przyśle swoje zdjęcia, zostanie nagrodzone koszulkami z logo inicjatywy Pan Bosa Stopa.

Komentarze (2)
Miasto, które tonie.
 Oceń wpis
   
 


Wenecja kojarzy mi się z rozstaniem. Dlaczego? Bo było to ostatnie miasto na mojej mapie podróży po Włoszech. Wjeżdżając do niej na wodnym zatłoczonym tramwaju oddychałam coraz wolniej i głębiej. Chciałam zatrzymać tą chwilę na dłużej. Zarejestrować i zatrzymać w swojej pamięci jak najwięcej kadrów z codziennego życia tamtejszych mieszkańców.

Zostały mi w pamięci te bajeczne kolorowe kamienice. Żółte z białymi balkonami, wyglądające jak cytrynowe torty wykończone delikatną białą koronką. Pomarańczowe i pudrowo różowe z osłoniętymi tkaninami oknami. Zaułki, zakamarki i tajemnicze tylne uliczki. I nagle wyrastające zza rogu piękne zielone drzewo, jakby chciało powiedzieć: chwileczkę…zatonę, ale jeszcze nie teraz….
Trochę bałam się jechać do Wenecji. Obawiałam się brzydkiego zapachu. No nazwijmy to po imieniu. Bałam się smrodu, jak cholera. Bałam się, że opisywany przez turystów odór odbierze mi radość wędrowania po zakamarkach tego położonego na wyspach niezwykłego miasta.
Podobno w Wenecji należy się zgubić. Ja akurat bardzo się tego bałam. Tamtejsze uliczki przypominają prawdziwy labirynt. Niektóre uliczki są tak wąskie, że z ledwością udało mi się przez nie przejść. Dzięki żółtym tabliczkom rozmieszczonym po całej Wenecji, każdy turysta może szybko i bez żadnego problemu z powrotem znaleźć się na Placu Św. Marka, na którym siadają na turystów chmary gołębi.
W końcu są u siebie. To chyba jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie nie natrafimy na żaden samochód. Są miejsca, gdzie jest bardzo cicho. I tylko w oddali słychać odbijającą się o wapienne i ceglaste mury muzykę. Czasami ktoś cicho poprawi w oknie kotarę i uśmiechnie się do nas ciepło. Pomacha ręką i przestajemy się bać…

Spacerując po jej zaułkach możemy przechodząc przez jeden z tysięcy łukowatych mostków napotkać na dostawcę mleka albo owoców płynącego kanałami swoją starą wiosłową łódką. Albo natrafić na zakochaną parę.
Ale ja i tak bałam się, że nie zdążę na czas, tramwaj odpłynie, a ja zostanę na brzegu…
Cdn.

 

Komentarze (2)
Boso jest fajnie?
 Oceń wpis
   

A pewnie, że fajnie. Przechodząc przez próg domu myślimy zazwyczaj tylko o tym żeby wreszcie zdjąć obuwie. Dlaczego? Bo bez butów czujemy się swobodnie. Nie ma to jak po powrocie do domu wziąć przyjemny prysznic, założyć ulubione wygodne ubranie, nalać sobie kieliszek dobrego wina ,włączyć ulubioną muzykę i…I stąpać boso po podłodze. Przyjemnej, ciepłej podłodze.

 

              Fot. DEVI

Kilka dni temu wpadł mi w ręce artykuł z „Życia Warszawy” pt. „ Jeden dzień z bosą stopą”. Jego autor Pan Maciej Miłosz postanowił spędzić jeden dzień bez butów. Tegoroczne upały sprawiły, że każdy z nas pocił się od stóp do głów. Pan Maciej postanowił ulżyć przynajmniej swoim dolnym partiom ciała - stopom. Zdjął buty, skarpetki i wyszedł z domu. Przez jeden dzień – niczym podróżnik Wojciech Cejrowski- chodził po Warszawie bez butów. Myślicie pewnie: szalony, dziwak… Zastanawiacie się, jak się czuł? Jak sam przyznał, chwilami dziwnie. Bo jak można się czuć, gdy wszyscy się za Toba oglądają? Gdy wchodzisz bez butów do eleganckiego sklepu i zastanawiasz się, czy wytrzeć stopy w ryżową wycieraczkę, czy ją zgrabnie ominąć? Zdobylibyście się na to? Mielibyście tyle odwagi, aby choć przez jeden dzień w życiu dreptać po mieście boso? Ja zamierzam bez butów spędzić jutrzejszy dzień. Do tej pory zdarzało mi się jedynie z nocnych eskapad, wchodząc do klatki ściągać te okropne szpilki wydając się z siebie  z ogromną ulgą odgłos uff. Czasami buty ściągałam  już wchodząc do taksówki. Bo buty jakie by nie były zawsze ograniczają nasza swobodę. Krępują nasze ruchy. Producenci obuwia już od 30 lat prześcigają się w coraz bardziej kosmicznych technologiach. Pracują nad nimi zastępy konstruktorów. Szukają najlepszej amortyzacji dla naszych stóp. Przerabialiśmy już w podeszwach systemy air, plaster miodu czy sprężyny. Jednak cokolwiek by się nie wymyśliło stopa i tak daje lepszą amortyzację, dzięki swojej genialnej konstrukcji – systemowi łuków poprzecznych i podłużnych. Stopa każdego z nas stworzona jest do działania. To przecież organ czuciowy. Wysyła wiadomość do układu nerwowego: uwaga nierówność. I wiadomo jakie mięśnie mają być od razu napięte. Stopa jest fundamentem. Jeśli jest zdeformowana, to wszystko ponad nią też takie staje. I kolana, i biodra i kręgosłup. Dlatego warto uwalniać ją chociażby w domu. Nie trzeba wychodzić z domu bez butów, ale warto na pewno zdjąć je w domu I niezwykłym komfortem jest ciepła podłoga w domu. Mam tu na myśli ogrzewanie podłogowe, którego prekursorami byli Rzymianie.

Komfortem cieplutkiej podłogoi mozna cieszyć się

wygrywając konkurs fotograficzny " Bose historie

z  DEVI".

Regulamin konkursu dostępny jest na stronie

www.panbosastopa.pl

Więcej informacji nt. inicjatywy i chodzenia boso na fan pag'u u Pana Bosa Stopa na Facebook.com.

 I na koniec jeszcze jedno.Uwielbiam przyglądać się mojej ukochanej siostrzenicy, która nie znosi butów i skarpet. Jak biega to tylko w jednej skarpetce, albo bez żadnej. A babcia ganią za nią i błaga: Lenia załóż dziecko skarpetki, a ona tylko słodko się uśmiecha i chce, aby ją gonić. Po prostu wie, co dobre. Z kolei ja w dzieciństwie wszędzie gdzie się tylko dało zostawiałam buty i wracałam do domu bez nich. Moi rodzice zastanawiali się, czy w końcu nie wypuszczać mnie na podwórko bez nich, bo doskonale wiedzieli, że tak i tak wrócę bez nich. A w najlepszym razie przyniesie je sąsiadka (śmiech).

Cudowengo weekendu dla tych, co chodzą boso i nie...

Ewa

Komentarze (4)
Pan Bosa Stopa.
 Oceń wpis
   

42,5% Polaków zadeklarowało, że zimna podłoga przeszkadza im w chodzeniu boso po domu. Efekt zimnej podłogi najbardziej doskwiera kobietom, bo aż 62,9% z nich odczuwa dyskomfort związany z chodzeniem po zimnym podłożu – jak pokazały wyniki raportu „Boso czy w kapciach . DEVI bada zwyczaje Polaków”.

 

 

Chyba nikt nie lubi, gdy jest mu zimno. Przypominają mi się przestrogi mojej ukochanej babci Heni przed wyjściem z domu w chłodne dni :Ewa zakładaj czapkę i grube skarpety! Miło jest w zimowy wieczór posiedzieć przed kominkiem w grubych góralskich skarpetach, ale jeszcze przyjemniej jest spacerować po cieplutkiej podłodze w cienkich skarpetkach albo po prostu bosych stopach. Po całym dniu biegania lub chodzenia nawet w najwygodniejszych butach mamy ochotę je zdjąć. Zrelaksować się i odpocząć. Poczuć się swobodnie. Na luzie.

Zimne stopy to uczucie dyskomfortu towarzyszące na co dzień wielu Polakom. Co możemy na to poradzić? Możemy wziąć gorącą rozgrzewającą kąpiel z rozmarynem. Chociaż z doświadczenia wiem, że mężczyźni od leżenia w wannie wolą szybki gorący prysznic i lampkę czegoś mocniejszegoJ Możemy też pójść pobiegać, ale to tylko tymczasowe metody walki o poczucie ciepła i komfortu.

Bezpieczną dla naszego zdrowia i dla zdrowia naszych domowników oraz gości temperaturę i wilgotność powietrza zapewnia elektryczne ogrzewanie podłogowe. Systemy ogrzewania podłogowego działają efektywnie pod wszelkiego rodzaju powierzchniami. Dzięki nowoczesnym termostatom DEVI możliwe jest uzyskanie przyjemnej pokojowej temperatury i cieszenie się ciepłą podłogą niezależnie od materiału, z jakiego została ona wykonana– mówi Zbigniew Gałązka, manager produktu marki DEVI, Grupa Danfoss.

Instalacja ogrzewania jest możliwa pod:

 
  • parkietem,
  • podłogą z płytek ceramicznych,
  • pokrytą kamieniem naturalnym,
  • podłogą z lastryka,
  • podłogą z klepki,
  • wyłożoną laminatem,
  • pokrytą linoleum,
  • wyłożoną wykładziną dywanową.
A teraz biorąc udział w Konkursie „ Bose historie z DEVI” można wygrać elektryczne ogrzewanie podłogowe w łazience – wartość nagrody wynosi 5000 zł!
Wystarczy tylko przesłać na adres: panbosastopa@gmail.com jedno zdjęcie z życia osobistego, które przedstawia, w jaki sposób spędzamy czas wolny w domu/mieszkaniu boso na podłodze. Zdjęcie może przedstawiać rodzinę, dzieci lub domowników. Zdjęcie powinno być opatrzone krótkim komentarzem nie przekraczającym 1 500 znaków (włączając spacje).
Kryteriami oceny Prac Konkursowych są – temat, oryginalność i wartość artystyczna zdjęcia i załączonego komentarza oraz kształtowanie pozytywnego klimatu wokół czasu spędzanego na podłodze.
A na pierwszych 50 uczestników Konkursu czekają fantastyczne T-shirty z logiem kampanii „ Boso czy w kapciach- DEVI bada zwyczaje Polaków, którym jest Pan Bosa Stopa.
 
Komentarze (0)
Florencja.
 Oceń wpis
   

 

Florencja- mój pierwszy przystanek. we Włoszech , czyli szybki spacer w mieście Michała Anioła.
 
Ponte Veccho – najstarszy i najpiękniejszy most we Florencji.
 
 
Pierwszą przeprawę zbudowano w tym miejscu już w czasach antycznych, a obecną konstrukcję wzniesiono w 1345r. Pod koniec XVI stulecia przekształcono most w rodzaj ekskluzywnej ulicy handlowej.
 
11 września 2007 roku o świcie wyruszyłam z Torunia do moich ukochanych Włoch. Na myśl o tej wyprawie zaczynam pytać samą siebie: Ewa, dlaczego nie poleciałaś tam samolotem? Chciałam zaoszczędzić kilkanaście euro na mniej komfortowej podróży, ale to był błąd (śmiech) Mamma mia! Co to była za podróż! Aż mi włosy stoją na plecach. Najpierw pojechałam do Poznania i wsiadłam do pierwszego autobusu, który czekał na mnie na parkingu przy hotelu Polonez. W Opolu miałam ostatnią przesiadkę i poznałam już wszystkich uczestników wesołej wycieczki do naprawdę bajecznych Włoch. Wracałam trzema autokarami, ale nie chcę już tego wspominać, bo powrót był prawdziwą gehenną. Nikomu tego nie życzę. Mieszanka w autokarze była niezwykła. Kolorowa, jak opakowanie czeskich Lentilków. Od samotnych prawniczek znudzonych swoimi mężami, które samotnie wybrały się w podróż, poprzez kilka par nowożeńców po ciekawych świata szczęśliwych rolników w chińskich sandałkach i spodenkach. Zabrzmiało to pewnie trochę prześmiewczo, ale naprawdę byłam pełna uznania dla tych podróżników. Niektórzy z nich nie znali obcych języków i nie stanowiło to dla nich żadnych barier. Byli najbardziej pogodni z całej naszej ekipy. Najgłośniej podczas jazdy śpiewali w autokarze „Ti amo” i nigdy nie narzekali. Tak jak na przykład ja, kiedy podczas kolejnej fascynującej opowieści przewodniczki przysiadłam na rozgrzanym chodniku i spytałam, czy ktoś nie ma przy sobie czegoś przeciwbólowego, bo chyba zaraz położę się i umrę. Najstarsza 70-paro-letnia uczestniczka naszej wycieczki podeszła do mnie, podała magiczną tabletkę z krzyżykiem i spytała: a masz coś do popicia dziecko? Na wpół martwa kiwnęłam głową, oznajmiając, że mam. Połknęłam i modliłam się żeby wreszcie zaczęła działać.
Wysiadając kolejnego dnia po godzinie 10 we Florencji, która byłą pierwszą naszą bazą myślałam, że ktoś połamał mi plecy i nadmuchał brzuch. I dziwię się, że nie wzbiłam się wysoko nad to położone pośród łagodnych wzgórz miasto i nie odleciałam. Polecam wszystkim podróżnym Espumisan mieć przy sobie w bagażu podręcznym, a nie na dnie walizki w bagażniku.
Ale wracając do stolicy Toskanii- Florencji… To, co wszyscy ujrzeliśmy wynagrodziło nam tą tragiczną podróż. Dojeżdżając do centrum zaczęliśmy ściągać bluzy i swetry, bo słońce grzało coraz mocniej. Wcale się nie dziwię, że Frances Mayes, autorka bestselleru „Pod słońcem Toskanii” zakochała się w tym regionie Włoch.. Toskania jest niebywale malownicza.
Większość z nas niedospana i niebywale zmęczona miała oczy szeroko otwarte. Jedni budzili drugich, delikatnie szturchając swoich sąsiadów, bo nad ranem wjeżdżaliśmy do krainy gajów oliwnych, potarganych pinii i słońca. Nie zapomnę naszego pierwszego postoju w krainie delikatnego wina, najlepszej oliwy z oliwek i wypiekanego chleba pane siocco- bez dodatku soli.
Chleb towarzyszy Toskańczykom przez cały dzień. Rano maczany w kawie z mlekiem, a przed obiadem zaostrza apetyt jako bruschetta lub wdzięcznie udekorowana grzanka crostino. Tutejszy chleb jest też składnikiem tradycyjnej zupy rybnej zwanej cacciucco. Podawany jest również po obiedzie z serami i delikatnym winem, ale mnie najbardziej smakował z suszonymi figami, orzechami i świeżymi winogronami. Włosi lubią też posmarować Filonie- klasyczny nie solony toskański chleb masłem i posypać go cukrem.
Nie pamiętam, na jakiej stacji się zatrzymaliśmy na poranną kawę, ale pamiętam wzrok tamtejszych mężczyzn. Wszystkie kobiety poczuły się jak nowo narodzone. Było bosko (śmiech)! To była nasza pierwsza prawdziwa włoska kawka zagryziona słodką bułeczką. Smakowała bajecznie.
Po 40 minutowym śniadaniu nasza przewodniczka wycieczki Pani Ola zapędziła nas do autokaru i nauczyła kilka podstawowych zwrotów gdyby ktoś z nas się zgubił i podała do siebie numer telefonu. I przekonałam się, jakie to było ważne w Rimini, kilka dni później, gdy zatrzasnęły się drzwi toalety. Najpierw szarpałam z uśmiechem drzwi, potem coraz bardziej nerwowo, aż wreszcie zaczęłam się drzeć na cały głos Signiora! Do odjazdu autokaru było 10 minut, a ja byłam uwięziona na zapleczu jednego z włoskich barów i klęłam na siebie, że musiałam pysznego pączka popić kolejną kawą i wylądować właśnie tutaj. Cała wycieczka rżała ze śmiechu jak dzikie konie, gdy wpadłam do autobusu ostatnia zziajana i blada. A mogłam kupić jednak ten stołek, a nie pochłaniać jak gąbka kolejny pączek.
Florencja była pierwszym naszym przystankiem, ostatnim Wenecja.
 
Wysiadamy z autokaru i kroczymy brzegiem zielonej rzeki Arno w kierunku Santa Croce. Po prawej stronie mijamy ogromny koloru delikatnej kawy gmach Biblioteka Nationale Centrale, przy którym stoją w przedziwny sposób zaparkowane stare samochody i skutery.
 
Jesteśmy na miejscu. Stoimy na przestronnym placu. Po lewej stronie białego kościoła Santa Croce zdobionego jakby delikatną koronką stoi pomnik Dantego Alighieri.
 
Mamy 10 minut na złapanie oddech lub zrobienie kilku pierwszych zdjęć. Czekamy na przewodnika. Zjawia się wesoły Włoch, który doskonale zna nasz język, bo jego mama jest Polką. Idziemy w rządku, jak gąski za pomnikiem Dantego i wchodzimy do Complesso Monumentalne di Santa Croce. Miejsca, gdzie spoczywają prochy Michała Anioła i Dantego.
 
Zwiedzanie zakłóca nam unoszący się w powietrzu pył i hałas, bo od kilkunastu tygodni trwają tu prace renowacyjne. Wychodzimy żwawym krokiem i podążamy Via Aquillara w kierunku miejsca, gdzie wychowywał się wraz ze swoimi braćmi mały Michał Anioł. Jesteśmy. Na fasadzie kamienicy od strony Via Bentaccordi na kamiennej tablicy widnieje napis: w tym domu spędził młodzieńcze lata Michał Anioł. To z tego domu wychodził i szedł ze swoim przyjacielem Francesco każdego dnia szczupły młodzieniec o bursztynowych oczach, który stworzył dzieła, które chciałby mieć w swoim domu zapewne każdy z nas. Ale dość tego sentymentalizmu, bo czas ucieka- pogania nas Ola. W końcu musicie zobaczyć jeszcze symbol tego miasta i przedmiot największej dumy florentyńczyków-dodaje zerkając, czy ma nas wszystkich w zasięgu swojego wzroku. Matko, co tam się działo tego dnia. Mnóstwo mijających się wycieczek ze wszystkich stron świata. Z jednej strony przeplatamy się między twarzami roześmianych Hiszpanów, z drugiej ocieramy o malutkich i kłaniających się serdecznie Chińczyków. Niektórzy dowódcy grup-przewodnicy mieli uniesione w górze flagi, aby nikt się nie zgubił. A o to było nie trudno. Każdy z nas jednym uchem słuchał opowieści przewodnika, a drugim pochłaniał odgłosy miasta. Zresztą nasza percepcja po takiej podróży, co tu dużo mówić była nie najlepsza.
Ulice we Florencji są dość wąskie, nie licząc kilku naprawdę przestronnych placów. Budynki wysokie, wręcz monumentalne. I nawet spacerując w największy upał po tutejszych uliczkach jest przyjemnie chłodno. Nie wiem już, jakimi ulicami szliśmy, ale po kilku minutach dotarliśmy do wspomnianego przez Olę miejsca. I oto przed nami stoi gigantycznych rozmiarów bazylika- Katedra Sana Maria del Fiore ( katedra Matki Boskiej Kwietnej), która jest doskonale widoczna z wielu miejsc centro, stanowiąc najbardziej charakterystyczny element w panoramie miasta. Jest rzeczywiście ogromna, ale i piękna. Ale ja nie mogę doczekać się, kiedy dojdziemy wreszcie na Plazza Della Signiora, bo to właśnie tam stoi 517 centymetrowa kopia jednej z najsłynniejszych rzeźb świata- Dawid Michała Anioła. Zatem w drogę. Kolejny zakręt i widzimy, jak ten antyczny heros stoi w pełnej krasie w słońcu. Oryginał stoi w Galleria dell’Academia, ale nie mamy niestety już na to czasu. Wracamy w okolice mostu Ponte Vecchio, bo mamy tam wreszcie chwilkę czasu dla siebie. Chwilkę na to żeby usiać na fasadzie mostu nad zielnymi wodami Arno, posmakować tutejszego pieczywa i zatrzymać obraz tego miasta na długo w pamięci. Spacerowaliśmy po nim kilka godzin, ale każdy z nas widział, że warto to miasto odwiedzić jeszcze raz. Warto przejść się brukowanymi uliczkami, po których chadzał sam Michał Anioł jeszcze raz. I warto nawet jeszcze raz zapłacić w mieście 30 euro za 3 małe gałki lodów. Warto!
A teraz czas położyć się spać w hotelowym pokoju w Fiuggi. Mieście, po którym spaceruje mnóstwo starszych ludzi, bo Fiuggi przypomina mi nasz Ciechocinek.. Zmęczona zapadam się w pościeli ogromnego drewnianego łoża, ale nie zasnę tak szybko, bo do pokoju puka przystojny Maksi Kask.. Otwieram drzwi, a uroczy Włoch pyta, czy nie jest mi zimno. Uśmiecham się uroczo, biorę od niego drugą kołdrę. Potomek rzymskich bogów nie odpuszcza i pyta, czy mam ochotę dziś potańczyć. A ja ochotę to mam dzisiaj i na wiele, ale decyduję się na ciepły buziak w opaloną i gładką jak jedwab twarz Francesco, gorącą kąpiel i spokojny sen, bo jutro czeka na mnie Rzym…
Buona notte
 
Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
Najnowsze wpisy
2010-12-23 13:41 Życzenia i podziękowanie.
2010-11-12 12:47 Zima bez śniegu i lodu ?
2010-11-09 09:40 Mieszkanie energooszczędne i ekologiczne.
2010-10-18 15:18 Mamy zwycięzcę!
2010-09-27 16:09 Cicho sza.
Najnowsze komentarze
2013-12-23 13:22
rtvagd:
Ona o sobie.
pozdrowienia :)
2013-12-22 00:45
wokol.dziecka:
Barbie i jej zdeformowane ciało
pozdrowienia :)
2013-10-20 23:57
rtvagd:
Boso jest fajnie?
super blog
O mnie
rozsadna77