Najtrudniejsze to pisać prawdę – mówi w jednym z wywiadów Małgorzata Kalicińska. A ja tak sobie myślę, że jeszcze trudniej jest po prostu ją powiedzieć. I nie w stanie lewitacji przy barze jak to robią przeważnie mężczyźni, ale prosto w oczy. „ Na żywca”. Gdy coś cię wkurzy lub zaboli. Na szczęście mam dwie osoby, do których zawsze mogę zadzwonić, pójść i powiedzieć im wszystko. No może trzy, bo ostatnio pojawił się w moim życiu mężczyzna. Sporo ode mnie młodszy, ale muszę przyznać, że dobry i dojrzały z niego chłop. Czasami słodko sobie żartujemy. Wiesz …gdybym była młodsza, a ty starszy – mądruję - to…wiem, wiem – dodaje On z tym swoim uśmiechem kiwając głową- byłoby cudownie! A jakby było? Tego nikt z nas się pewnie nigdy nie dowie, bo…ten, kto mnie zna, wie, że mam żelazne zasady. Bywa, że czasami żałuję. Ale cóż. Jak to On mówi: jestem straszna (śmiech) i pewnie nic i nikt już tego nie zmieni. Chociaż…? W końcu życie przynosi nam tyle niespodzianek. Ale tak poważnie to myślę, że straszna nie jestem. A jaka jestem? Hmm…Nie będę wyliczać. Prościej chyba i bardziej obrazowo byłoby mi się opisać kolorem. -- Zatem? – gdyby docisnęła mnie jedna z Was. Jestem koloru meksykańskiej czerwieni. Według Feng Shui jestem ogniem. Brrrr Wystraszyłabym pewnie niejednego mężczyznę. I pewnie coś w tym jest, bo ostatnio On powiedział, że w pierwszym tygodniu października porwie mnie na imprezę. - Tylko wiesz, Ewa…spuść trochę z tonu. Spojrzałam spod łaba na Niego nalewając herbatę do szklanki. Sugerujesz, że jestem… wyniosła?
- Nie. Jesteś Ewa taka zaradna, zadbana. Faceci ciebie się boją. Myślą pewnie, że masz nieziemskie oczekiwania. Zawsze wchodzisz do klubu elegancko i wytwornie ubrana. Masz na sobie ciekawą biżuterię i fajnie pachniesz. Faceci patrzą na ciebie ukradkiem i … - Dobra, dobra już nie kończ, bo zaraz naprawdę się zdenerwuję. Nie będę udawała kogoś, kim, nie jestm! Może rzeczywiście sprawiam wrażenie niedostępnej, ale jestem życzliwa….
- Ależ oczywiście, że tak!– wykrzyknął On.
- No ! – chrząknęłam z uśmiechem. Nie kłóćmy się ok.?
- Ale my się wcale Ewuś się nie kłócimy.
- A to, że mam wymagania chyba nie jest czymś złym? Chyba…
Zaczynam coraz bardziej się nad tym zastanawiać. Ostatnio wpadł mi w ręce felieton o szczęściu prof. Bohdana Dziemidoka pt. „Więcej życzliwości, mniej wymagań”. Profesor nie podaje gotowej recepty na szczęście, bo wiadomo, że jej po prostu nie ma, ale omawia kilka kluczowych dla szczęścia pojęć tj. przyjaźń, praca zawodowa, miłość erotyczna, życzliwość i zawiść.
Zacznijmy od pierwszego. Przyjaźń….
Przyznaję, jest koniecznym i pierwszoplanowym warunkiem do jego osiągnięcia. Ważna jest od młodości do naszej późnej starości. Mam to szczęście, że mam przyjaciela. A dokładnie przyjaciółkę. I tego tez życzę każdemu. Prawdziwy przyjaciel, jak mówi Profesor nie opuści nas w biedzie, ale przede wszystkim w sukcesie. W przyjaźni trzeba przestrzegać reguły wzajemności: dawać i brać. Tej prawdziwej nie zaszkodzi nawet dystans tysięcy mil.
Przejdźmy do kolejnego zagadnienia. Do pracy….
W końcu zajmuje sporą część naszego życia. Moja jeszcze kilka miesięcy temu pochłaniała ¾ mojego życia. Kurcze… Sama na to sobie pozwoliłam. Jeżeli lubisz pracę, którą wykonujesz – mówi Profesor, to będziesz osiągał w niej sukcesy. Jedna ze studentek Profesora była bardzo dobrą pianistką. Kiedy stwierdziła, że nigdy nie będzie znakomita, przerwała karierę muzyczną. Bycie dobrą jej nie wystarczało. Zmieniła zawód. Została nauczycielem akademickim w dziedzinie filozofii. W dwa lata zrobiła doktorat i została wybitnym wykładowcą. Zatem warto czasami postawić wszystko na głowie i nie bać się zejść z utartego szlaku, by znaleźć nowy, lepszy.
Miłość erotyczną pominę, bo nie pamiętam już co, to jest.
Życzliwość…
Powinniśmy ją okazywać nieustająco i nie oczekiwać niczego w zamian. Ci, którzy wystawiają za nią rachunek, nie zgłębili znaczenia tego pojęcia. Z jej okazywaniem nie mam raczej problemów. Życzliwa jestem dla Każdego. Każdego…
Zawiść…
Skutecznie nas oddala od osiągnięcia szczęścia. Zdarza mi się troszkę zazdrościć kobietom. Ale nie tym, w które są za kółkiem drogich samochodów. Zazdroszczę mieszkankom Rzymu, że mogą w nim żyć. Ale o „moim” Rzymie jeszcze Wam opowiem..
Wracając do moich wymagań. Nie wymagaj zbyt wiele od życia - przestrzega Profesor. Trzeba się cieszyć, tym, co mamy. Ci, którzy stawiają wymagania sobie i innym, nigdy nie będą wystarczająco usatysfakcjonowani, by być naprawdę szczęśliwymi. Łatwo akceptować dobre chwile, ale sztuką jest przejść w równowadze również przez gorsze.
No cóż…. Na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie dodać, iż pracuję nad sobą. Z roku na rok mam coraz mniejsze wymagania, co do mojego przyszłego… partnera? Mężczyzny. Mężczyzny z krwi i kości, bo mnie będzie trzeba trochę ujarzmić ( śmiech). I mam nadzieję, że komuś to się kiedyś uda.
Profesor zwraca jeszcze uwagę, aby zanadto się nie chwalić, mieć dystans do siebie i nie martwić się na zapas. Czarne myśli unoszą się czasami nade mną przyznaję, ale …potrafię cieszyć się chwilą. Rozmarzona przejeżdżam autobusem przez most spoglądając na błękitne, jak i zachmurzone niebo. Cieszę się chwilą tą w samotności i nie… Jestem szczęśliwa, gdy mogę w sobotni poranek z gazetą pod pachą i gorącą kawą przejść niespiesznie wąskimi, brukowanymi uliczkami i przysiąść przy starej kamienicy. Popatrzeć na gołębie, uśmiechnąć się do przejeżdżających i trąbiących na mnie panów w ogromnej pomarańczowej puszce. Cieszę się, że jestem w takim momencie mojego życia, który pozwala mi wziąć głęboki oddech. Pozwala mi powoli najadać się bezwstydnie słońcem… Pozwala mi, co prawda na być samą, ale w wśród ludzi.
W takich chwilach nucę sobie pod nosem : Cicho sza….Właśnie próbuję odnaleźć swój świat…. Nucę piosenkę z serialu, który powstał na podstawie książki „Dom nad rozlewiskiem” M. Kalicińskiej, która ostatnio objęła honorowym patronatem ogólnopolską Inicjatywę Pan Bosa Stopa, promującą chodzenie boso.

Chodzenie boso to styl życia. Dla jednych powrót do natury i normalności dla innych pozwalająca się odróżnić ekstrawagancja. "Chodzenie na bosaka to bezpośrednie zetknięcie się z matką naturą. Czasami wywołuje taki powiedziałabym dziecięcy, pierwotny śmiech i radość. Kiedy spacerujemy w grupie, łatwiej jest się nam przełamać i zdjąć obuwie. Możemy też nawiązać nowe znajomości, możemy przestać być samotni" – mówi Małgorzata Kalicińska – pisarka, honorowa patronka Inicjatywy Pan Bosa Stopa.
Pamiętajcie o konkursie, który nadal trwa.Przedmiotem Konkursu jest wykonanie i przesłanie na adres: panbosastopa@gmail.com jednego zdjęcia z życia osobistego, które przedstawia, w jaki sposób spędzamy czas wolny w domu/mieszkaniu boso na podłodze.
Zdjęcie może przedstawiać rodzinę, dzieci lub domowników. Zdjęcie powinno być opatrzone krótkim komentarzem nie przekraczającym 1 500 znaków (włączając spacje).
Kryteriami oceny Prac Konkursowych są – temat, oryginalność i wartość artystyczna zdjęc i załączonego komentarza oraz kształtowanie pozytywnego klimatu wokół czasu spędzanego
na podłodze. W trakcie trwania konkursu informacja o nim i blogach, na których będzie
przeprowadzany, zostanie przekazana do mediów.
A w środę opowiem Wam jedną z bosych historii Małgosi i być może moją. Ciekawa jestem, co Wam przychodzi do głowy na myśl o bosych stopach?
Cicho sza…